Do pani Karoliny Korwin Piotrowskiej


 Pani Karolino, 

wybrałam tę formę, bo choć się nie znamy, i nigdy nie rozmawiałyśmy (chyba), to łączy nas ta sama profesja. 

Dzisiaj ponownie natrafiłam na Pani tekst „Kara Boska przyjdzie w sierpniu?” na portalu  onet.pl  Cóż, nie raz podziwiałam Panią za odwagę, ale wiele też razy zdumiewała mnie Pani arogancja. I tak jest, niestety, i tym razem. 

Obie wiemy jak działają media i że z dziesiątek homilii głoszonych w Boże Ciało przez biskupów (bo do nich  się Pani wyłącznie odnosi) wybierają nie te, które dotyczą  samego święta -  bo rozważań duchowo-teologicznych żaden redaktor żadnego świeckiego pisma, radia, telewizji nie puści  - ale wybierają te, które są medialnie nośne. A „nośne” to, oczywiście, te, które dotyczą bieżących spraw społecznych.  Te, o których po pierwsze, Kościół ma nie tylko prawo mówić, ale obowiązek. A po drugie, te, którym takie święto, gdy wierni w procesjach wychodzą na ulice, sprzyja  niejako w sposób naturalny.  (Uprzedzam, gdyby Pani znowu przyszła ochota pisać, że drugim takim momentem, tradycyjnie, od czasów prymasa Wyszyńskiego jest święto Wniebowzięcia NMP 15 sierpnia.) 

Nie chcę w ten sposób powiedzieć, że wszystkie cytowane w mediach kazania były w swej treści i formie jasne, piękne i doskonałe. Nie mogę jedynie zgodzić się na – wybaczy Pani, ale użyję Pani języka – na stek bzdur, który Pani wypisała, obnażając swoją przeogromną ignorancję. 

Ja również przeczytałam parę książek, również przyjętą przez Polskę konwencję antyprzemocową i w przeciwieństwie do Pani widzę w niej wielkie zagrożenia. Nie bez powodu wprowadziła ona przecież pojęcia płci biologicznej i płci społeczno-kulturowej. Po co? O tym, a także o kilku innych niejasnych zapisach, dowiemy się pewnie za kilka lat, gdy ich interpretacja zgodna z duchem gender  sprawi konieczność dostosowywania do niej programów nauczania w szkołach, a być może i dalej  idących zmian, np. wprowadzania tzw. małżeństw jednopłciowych,  niezgodę na co w homiliach w Boże Ciało tak Pani obśmiała. 

Pani argumenty są miałkie i płytkie, powiem wprost, używając Pani języka: są głupie. Jak o tym, że duchowni nie mogą zabierać głosu w sprawie in vitro czy małżeństw, bo nic o „rodzinie, płodności i pragnieniu dziecka nie wiedzą”. Widać, że i Pani nie wie nic o projekcie ustawy o in vitro, która jest omawiana w sejmie, a która dopuszcza zarówno selekcję, jak zamrażanie zarodków, a więc de facto ich uśmiercanie. Radzę troszkę doczytać, a wtedy może Pani dojrzy, że  - posłużę się cytatem -  „potok urągających zdrowemu rozsądkowi bredni” sączy się nie  z czyichś, ale z Pani ust… 

Ja w każdym razie, gdybym usłyszała w Boże Ciało to, czego Pani by oczekiwała – pochwałę tzw. małżeństw jednopłciowych, przyzwolenie na selekcję i zamrażanie zarodków, pochwałę niedzieli spędzonej wyłącznie przy grillu i  na zakupach – to z takiego Kościoła się wypiszę. 

Zgłoś post do moderacji