Kardynał Macharski: do Łagiewnik chodził pieszo

Kardynał Macharski: do Łagiewnik chodził pieszo


Śmierć Kardynała Franciszka Macharskiego na zakończenie Światowych Dni Młodzieży, poświęconych Bożemu Miłosierdziemu jest niezwykle symboliczna. One wpisują się w całe życie Kardynała, w duchowość jego życia, którego hasłem było: Jezu, ufam Tobie. Kardynał miał wielki udział w rozwoju kultu Bożego Miłosierdzia w Polsce i na świecie, i w tym sensie w Światowych Dniach Młodzieży, poświęconych Bożemu Miłosierdziu.

Był wielkim czcicielem Bożego Miłosierdzia i św. Faustyny. Czcicielem, ale też z rozmów, jakie miałam możliwość prowadzić ze zmarłym Kardynałem – miał z s. Faustyną jakąś szczególną duchową więź, łączność. Mówił o Niej wręcz czule, jak o Kimś bardzo bliskim. Jak o wielkim Przyjacielu. Ufał Bogu, Jezusowi Miłosiernemu we wszystkim. W tym, co go spotykało dobre i gorsze, także w chorobie, również tej w 1992 roku (poniżej w tekście Święta i jej kardynał”). Gdy był rektorem seminarium krakowskiego do Łagiewnik chodził pieszo, dwa razy w miesiącu - 5 i 25 miesiąca, czyli w dzień śmierci (5 października) i urodzin (25 sieprnia) s. Faustyny. Długo, bo od 1938 roku indywidualnie czcił Boże Miłosierdzie. „Nie miałem wątpliwości w roku 1938, że te słowa - Jezu, ufam Tobie - poprowadzą mnie przez życie, nie miałem i później – że kształtują moje kapłaństwo. (...) Moc tego orędzia była dla mnie oczywista. Wiedziałem, że będzie się rozwijać, rozlewać. Kult będzie się szerzyć coraz bardziej” - mówił.

Ale nigdy nikomu tej duchowości, która dla niego była drogowskazem, i życiem,  nie narzucał; długo kultywował indywidualnie i dyskretnie. Dopiero gdy został arcybiskupem Krakowa pdojął się propagowania kultu Bożego Miłosierdzia w Kościele w Polsce, i świecie. W 1985 roku, a więc zanim jeszcze nastąpiła beatyfikacja s. Faustyny, za zgodą Jana Pawła II wprowadził w archidiecezji krakowskiej w drugą niedzielę wielkanocną nabożeństwo do Bożego Miłosierdzia:  „To nie jedno nabożeństwo więcej - mówił -  to nie jedna więcej książeczka i obraz. Z nikim i niczym nieporównywalne nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego decyduje o losach świata, o losach ludzkości. Żadna dyplomacja, żadna polityka, żadna ludzka przemyślność i umiejętność nie uratuje tego, co – wydaje się – idzie ku zgubie gotowanej przez człowieka nie tylko jednemu człowiekowi, ale ludzkości – jak tylko Jezus, Ten ukrzyżowany i zmartwychwstały. I mówię: przez Maryję!”. Bożemu Miłosierdziu poświęcał homilie i modlitwy, pod wezwaniem św. Faustyny i Bożego Miłosierdzia powołał 18 parafii, założył Stoawarzyszenie Faustinum, dbał o szerzenie Koronki do Bożego Miłosierdzia i obrazków Jezusa Miłosiernego, to On spowodował powstanie bazyliki Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, którą konsekrował Jan Paweł II. Czyż to nie jest przedziwne, że obaj metropolici Krakowa - Karol Wojtyła i Franciszek Macharski, wyrośli w cieniu Łagienwik,  byli czcicielami i propagotorami Bożego  Miłosierdzia?

  „Pielgrzymka do Miłosierdzia Bożego trwa przez całe ludzkie życie - mówił kardynał Macharski w 1993 roku. - Zaczyna się każdego ranka i nie skończy się aż w tej ostatniej godzinie, w której mrok ludzkiego życia wejdzie najpierw w mrok, ten mrok Golgoty, noc Golgoty, po to, żeby (jak) rozbłysnąć darem światła i patrzenia twarz w twarz Tego, w którego uwierzyliśmy tam, gdzie nadzieja się spełni (...)”.

Dziś ta nadzieja się spełniła.

------------------------------

Poniżej fragmenty mojego reportażu o cudzie uzdrowienia Kardynała Macharskiego, jaki ukazał się w książce „Cuda świętej Faustyny”.

„Święta i jej kardynał

Biskup Jan Zając: – Wiedzieliśmy od lekarzy, że sprawa jest bardzo poważna.

Ksiądz Andrzej Fryźlewicz: – Operacja została przeprowadzona natychmiast.

Siostra Elżbieta Siepak, rzeczniczka Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia: – Kardynał ufundował deseczki z drzewa sandałowego do nowej trumienki na relikwie siostry Faustyny. Ktoś te deseczki przywiózł do klasztoru. Ktoś inny usłyszał, że to od księdza kardynała, nie wiedział, do czego i pomyślał, że on je przygotował dla siebie. Tak ciężki był jego stan.

Kardynał Kazimiez Nycz: – Niewielu wiedziało, że odmówił chemioterapii.

Piotr Macharski: – Wyglądało to tak, że po operacji stryj pojechał umrzeć do Księżówki w Zakopanem.

Siostra Elżbieta Siepak: – Cały nasz klasztor się modlił. Długo to trwało, kilka miesięcy.

Biskup Jan Zając: – To było działanie nadprzyrodzone. Pomogła interwencja siostry Faustyny.

Siostra Elżbieta Siepak: – To, że znowu się pojawił w klasztornej kaplicy w Łagiewnikach, mówiło sama za siebie. Znów był aktywny, działał. Podczas beatyfikacji siostry Faustyny już był zdrowy.

Kardynał Franciszek Macharski nie chciał mówić o swoim uzdrowieniu. Podobnie jak o chorobie.

– Ja mam tylko jedno zadanie. Modlitwę. Modlić się o rozszerzenie kultu Bożego Miłosierdzia – mówił mi w 2012 roku.

Nie oponował, kiedy zapowiadałam, że opiszę jednak historię jego uzdrowienia jako jeden z cudów siostry Faustyny.

– Niech pani pisze... – powiedział.

Gdy przystąpiłam do pracy nad tekstem, był grudzień 2013 roku. Kardynał Macharski przebywał w szpitalu, w którym przeszedł operację po złamaniu kości udowej. Metropolita krakowski kardynał Stanisław Dziwisz prosił o modlitwę w intencji kardynała seniora. Operacja się udała, ale ogólny stan zdrowia był poważny. Podobnie jak w 1992 roku, choć wówczas był chory na co innego.

Nowotwór złośliwy jelita grubego u kardynała Franciszka Macharskiego zdiagnozowano we wrześniu 1992 roku. Miał wówczas sześćdziesiąt pięć lat. Od trzynastu lat był arcybiskupem metropolitą krakowskim.

– Wiedzieliśmy, że dzieje się coś złego. Kardynał chudł, jadł coraz mniej i tylko potrawy łatwe do strawienia. Nikt jednak nie przypuszczał, że jest tak niedobrze – wspomina kardynał Kazimierz Nycz, metropolita warszawski, który był wówczas biskupem pomocniczym w Krakowie.

Kryzys nastąpił w pierwszą niedzielę września 1992 roku.

– Byliśmy na koronacji figury Matki Bożej Królowej Tatr na Rusinowej Polanie. Podczas schodzenia z Wiktorówek kardynał poprosił, aby wezwać lekarzy, gdyż dłużej nie jest w stanie znieść dolegliwości. – Ksiądz Andrzej Fryźlewicz, sekretarz kardynała Macharskiego od ponad trzydziestu lat, dobrze zapamiętał tę nietypową prośbę, rozpoczynającą dramatyczny ciąg wydarzeń.

Jeszcze tego samego dnia wieczorem w domu arcybiskupów krakowskich przy Franciszkańskiej 3 pojawili się chirurg, profesor Otmar Gedliczka, i onkolog, doktor nauk medycznych Henryk Nosek. Był też ksiądz, a zarazem lekarz Krzysztof Szczygieł, który, zanim w wieku pięćdziesięciu sześciu lat przyjął święcenia kapłańskie, był ordynatorem w krakowskim Instytucie Onkologii. Konsylium zdecydowało o natychmiastowej hospitalizacji kardynała. W Instytucie Onkologii przy ulicy Garncarskiej stawił się już następnego dnia. Ktoś sugerował jeszcze, aby zabieg przeprowadzić w Wiedniu albo w Paryżu. Kardynał zdecydował, że zostaje w Krakowie. Operacja odbyła się we wtorek, 8 września, w święto Narodzenia NMP.

– Guz był bardzo rozległy. Kardynał bardzo słaby. Lekarze nie dawali nadziei, że z tego wyjdzie – wspomina ksiądz Fryźlewicz.

Jeszcze tego samego dnia biskupi pomocniczy w Krakowie ogłosili komunikat, w którym prosili wiernych o modlitwę za chorego metropolitę, zawierzając jego szybki powrót do zdrowia Bożemu Miłosierdziu[1]. Ufność pokładano też w opiece Matki Bożej, bo operacja kardynała odbyła się w święto Jej Narodzenia i w tygodniu, w którym wypadały dwie inne uroczystości maryjne ważne dla archidiecezji. W niedzielę 6 września jeszcze on sam koronował figurę Matki Bożej na Rusinowej Polanie, ale nie mógł już nałożyć koron na figurę Matki Bożej Fatimskiej w kościele Arka Pana w Nowej Hucie, co było zaplanowane na niedzielę 13 września.

– Kardynał bardzo przeżywał, że nie może koronować figury Matki Bożej osobiście – mówi kardynał Kazimierz Nycz, który odwiedził metropolitę dzień po operacji.

Ale pobłogosławił korony. Stało się to w dzień uroczystości, 13 września rano, gdy ksiądz Fryźlewicz z księdzem Janem Zającem, dziś biskupem, przywieźli je do Instytutu Onkologii. Kilka godzin później w kościele w Nowej Hucie oraz na mszach świętych we wszystkich świątyniach archidiecezji został odczytany kolejny komunikat biskupów pomocniczych o stanie zdrowia kardynała z prośbą o modlitwę w jego intencji: „Niech trwa ona we wszystkich parafiach i wspólnotach zakonnych podczas Mszy św. i nabożeństw. Niech trwa we wszystkich sanktuariach Archidiecezji i w każdej wierzącej rodzinie. Jesteśmy pewni, że ta modlitwa wszystkich i każdego z was, wyprosi u Boga szybki powrót do zdrowia naszemu Księdzu Kardynałowi oraz pomoże Mu przeżyć to szczególne Podwyższenie Krzyża w Jego życiu”.

– Nastąpiła powszechna modlitewna mobilizacja – tak ksiądz Fryźlewicz podsumowuje dni, w których ważyła się sprawa życia i śmierci arcybiskupa Krakowa.

Z Watykanu dzwonił sekretarz Jana Pawła II, ksiądz Stanisław Dziwisz, dopytując o stan zdrowia kardynała. To tylko przypuszczenie, ale przecież graniczące z pewnością, że papież modlił się o zdrowie swojego przyjaciela. Czy papież modlił się również za wstawiennictwem siostry Faustyny? Tej, którą obaj otaczali kultem?

Hospitalizacja kardynała Macharskiego trwała jedenaście dni.

– Stryj nie chciał, aby go odwiedzać w szpitalu. Podłączony do aparatury był słaby, skrępowany sytuacją – mówi Piotr Macharski, bratanek kardynała, który jako jedyny z rodziny widział go tuż po operacji.

W domu przy Franciszkańskiej 3 opiekę nad kardynałem przejęły profesjonalne pielęgniarki – siostry sercanki. Po trzech tygodniach rekonwalescencji czuł się na tyle dobrze, że 14 października można go było zawieźć do Księżówki w Zakopanem, gdzie tyle razy wypoczywał albo odbywał rekolekcje.

– Wraz z lekarzami – profesorem Kołodziejskim, profesorem Gedliczką i doktorem Noskiem pojechaliśmy odwiedzić kardynała w Zakopanem – opowiada kardynał Kazimierz Nycz. – Ukrytym celem lekarzy było namówienie kardynała na poddanie się chemioterapii. Wprawdzie nie stwierdzili przerzutów, ale ponieważ guz był rozległy, dla bezpieczeństwa zaproponowali chemię. Kardynał zapytał, czy jako fachowcy dobrze wykonali swoją pracę, czy zlokalizowali i usunęli nowotwór. Potem zostawił nas na piętnaście minut i poszedł do kaplicy. Gdy wrócił, zacytował fragment listu świętego Ignacego z Antiochii do Rzymian, który był tego dnia w brewiarzu: „(...) nie starajcie się o moje uwolnienie, chcę być starty przez kły lwów jak pszenica”. I powiedział: „Co ma być, to będzie. Ja przyjmuję każdą wolę Bożą”. – Kardynał Nycz zapamiętał dobrze słowa, które charakteryzują całą postawę ówczesnego arcybiskupa Krakowa.

Z Zakopanego kardynał Macharski powrócił 25 listopada. Dwa dni później koncelebrował mszę święta i wygłosił kazanie do kleryków seminarium, nazajutrz spotkał się z księżmi dziekanami archidiecezji. Co dzień przybywało zadań i obowiązków. 5 grudnia pojechał do Częstochowy na pogrzeb biskupa Franciszka Musiała.

Piotr Macharski: – Wszyscy się dziwili, że stryj wyzdrowiał.

Chwile zwątpienia, że wyjdzie z tej choroby, miał sam kardynał. „(...) wydawało mi się, że to już wszystko będzie, że to koniec. Wyszedłem z tego... Wyszedłem, i nie czekając w poczekalni nawrotu choroby wziąłem się do roboty. Uważając, że trzeba przede wszystkim pilnować tego, żeby to, co się robi, było jak kropla po kropli...”. – tak powiedział sześć lat później w wywiadzie prasowym o tym trudnym doświadczeniu[. Był to wyjątek od zasady, której przestrzegał także w gronie bliskich osób.

– Nigdy się nie skarżył na swoje zdrowie. Nie chciał też na jego temat rozmawiać. Gdy się o cokolwiek pytało, natychmiast zmieniał temat – mówi kardynał Nycz, który zna kardynała Macharskiego od kilkudziesięciu lat. Od czasu, gdy w 1967 roku wstąpił do seminarium krakowskiego, którego rektorem trzy lata później został ksiądz Macharski.

Kardynał Macharski, jeśli chodzi o zdrowie, ma jeszcze jedną zasadę.

– Nigdy nie modlił się o swoje zdrowie. Zawsze o zdrowie dla innych. Mówił mi o tym kilkakrotnie – przypomina sobie Piotr Macharski, którego kontakty ze stryjem stały się bliższe, gdy kardynał został emerytem...’

Kardynał Macharski modlił się w różnych intencjach – za świeckich i księży, za Kościół krakowski, za chorych, ale nigdy za siebie. Nawet wtedy, kiedy walczył z nowotworem.

– On tak bardzo ufa Bogu, że uważał, iż byłby niewierny Jemu i tej deklaracji – wewnętrznej i zewnętrznej, którą nosił wypisaną na mitrze: „Jezu, ufam Tobie” – gdyby chciał Pana Boga poprawiać. Powiedział więc: „Panie Boże, dopuściłeś chorobę, ja bym wolał, aby było inaczej, ale przyjąłem ją jako wyraz Twojej woli” – tłumaczy kardynał Kazimierz Nycz. – Myślę, że to jest duchowość na pograniczu mistycyzmu. On ufa Bogu naprawdę i przyjmuje wszystko, co mu przeznaczył, i co na niego spada, jako wyraz woli Bożej.

Skoro kardynał Macharski nie modlił się o swoje zdrowie, nie mógł prosić w chorobie o wstawiennictwo siostry Faustyny. Nie mógł też powiedzieć, że uzdrowienie nastąpiło za jej przyczyną.

– Nigdy tego nie powiedział – zapewnia ksiądz Andrzej Fryźlewicz. – Wiele osób modliło się za księdza kardynała także za wstawiennictwem innych kandydatów na ołtarze.

A jednak, gdy biskup Jan Zając mówi: „Pomogła interwencja siostry Faustyny”, wyraża nie tylko swoje przekonanie. Ma ono podstawy w kulcie kardynała Macharskiego dla siostry Faustyny i dla Bożego Miłosierdzia, sięgającym jeszcze okresu przedwojennego oraz w ludzkiej ufności, że na taką miłość Bóg nie może zostać obojętny. Dlatego choć kardynał nie prosił o pomoc siostry Faustyny, błagali o to inni. Nie tylko siostry z Łagiewnik. Dowodem na to, że właśnie do Bożego Miłosierdzia wznoszono w 1992 roku wiele modlitw w intencji uzdrowienia kardynała Macharskiego, są komunikaty biskupów pomocniczych o stanie zdrowia metropolity. Nie mogło być dziełem przypadku, że w dwóch z nich zawierzali Bożemu Miłosierdziu jego powrót do zdrowia, a w liście z 19 września 1992 roku napisali: „W miesiącach, w których Kościół w Polsce przygotowuje się do beatyfikacji Sługi Bożej Faustyny Kowalskiej – wiernej apostołki w objawianiu światu miłosierdzia Bożego – zatrzymujemy się szczególnie nad słowami umieszczonymi pod znanym wszystkim obrazem Miłosierdzia Bożego. Brzmią one: „JEZU UFAM TOBIE”. Jest w nich streszczenie całego orędzia o Bogu, który jest sprawiedliwy i miłosierny, a pełnia Jego miłosierdzia objawia się w Jezusie Chrystusie. Pasterz modli się za lud sobie powierzony i za lud ofiaruje swój krzyż choroby. Lud Boży zaś modli się za swojego Pasterza”.

Kardynał Macharski był pierwszym w świecie hierarchą, który jako dewizę swej biskupiej posługi obrał słowa: „Jezu, ufam Tobie”. Miał je wyhaftowane na mitrze.

 

(...)

Orędzie Bożego Miłosierdzia poznał jeszcze przed drugą wojną światową, w 1938 roku, gdy miał jedenaście lat. Mieszkał wówczas z rodzeństwem i rodzicami Zofią i Leopoldem – szanowanymi obywatelami miasta, współwłaścicielami restauracji „Hawełka” w Rynku Głównym i pałacu Spiskiego – w dużej dwupiętrowej willi z ogrodem przy ulicy Wyspiańskiego. W jego ręce wpadł wówczas obrazek z wizerunkiem Jezusa Miłosiernego i podpisem „Jezu, ufam Tobie”. Później dowiedział się, że była to reprodukcja obrazu, który w 1934 roku namalował w Wilnie Eugeniusz Kazimirowski z inspiracji siostry Faustyny. Na odwrocie obrazka była umieszczona Koronka do Bożego Miłosierdzia, którą Jezus jej podyktował. Obrazki te zostały wydrukowane w Krakowie w 1937 roku staraniem księdza Michała Sopoćki i matki Ireny Krzyżanowskiej ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Zostały rozesłane do wszystkich klasztorów zgromadzenia, ale ponieważ w druku nie wypadły najlepiej i nie były chętnie kupowane przez wiernych, siostry je rozdawały. W ten sposób zaczęły krążyć wśród mieszkańców miast, w których znajdowały się klasztory zgromadzenia. Po latach kardynał Franciszek Macharski w wywiadzie, którego udzielił Alinie Petrowej-Wasilewicz, mówił, że te obrazki towarzyszyły jego rodzinie przez całą okupację. „Kiedy przyszedł czas wojny, a my myśleliśmy, dając wiarę jakiejś przepowiedni, że będzie trwała sto dni, ten czarno-biały obrazek – znak ufności – pojawił się w naszych domach. Był blisko krzyżyka i wody święconej przy drzwiach wejściowych, która była szczególnie ważna, gdyż wówczas wychodziliśmy z domu i robiliśmy znak krzyża, będąc świadomi, że możemy już nigdy do niego nie wrócić. Nas, dzieci, było czworo, ojciec był ciężko chory, potem zmarł. Matka została wdową, my wychodziliśmy rano do pracy, na nasze zajęcia, na komplety do szkół średnich, a kiedy przyszedł wieczór, liczyła dzwonki. Jeden, dwa, trzy..., cztery”. Franciszek, rocznik 1927, był najmłodszy, starszy Władysław urodził się w 1925 roku, Nina w 1923 i najstarsza Maria w 1921 roku.

Po zakończeniu wojny osiemnastoletni Franciszek, zwany w rodzinie „Nusikiem”, oznajmił matce, że nie może liczyć na jego pomoc w prowadzeniu rodzinnych interesów, gdyż zamierza wstąpić do seminarium duchownego.

– Rodzina była zaskoczona. Myśleli, że jeżeli ktoś zostanie księdzem, to Władysław – mówi syn Władysława Piotr Macharski, gdy gawędzimy na parterze przedwojennej willi, której każdy kąt przechowuje pamięć o jej dawnych właścicielach, dziś podzielonej między cztery rodziny.

Kardynała Macharskiego do kapłaństwa doprowadziło orędzie o Bożym Miłosierdziu i słowa: „Jezu, ufam Tobie”. Mówił o tym we wspomnianym wywiadzie: „Nie miałem wątpliwości w roku 1938, że te słowa poprowadzą mnie przez życie, nie miałem i później – że kształtują moje kapłaństwo. (...) Moc tego orędzia była dla mnie oczywista. Wiedziałem, że będzie się rozwijać, rozlewać. Kult będzie się szerzyć coraz bardziej”. On sam ma w tym wielki udział. Zanim zaczął wspierać rozwój kultu jako arcybiskup krakowski, praktykował go osobiście. „Co najmniej dwa razy w miesiącu jeździłem do Łagiewnik – 25. – w dzień, kiedy się urodziła i 5. – w dzień, kiedy zmarła siostra Faustyna. Jeździłem dyskretnie, po Mszy świętej, był to mój kult prywatny i bardzo osobisty, tak mocno do mnie to orędzie przemawiało”.

– Siostry opowiadały, że gdy był rektorem seminarium, przychodził do Łagiewnik pieszo – relacjonuje siostra Elżbieta Siepak, która kardynała poznała później.

Być może to pielgrzymowanie rektora seminarium było kontynuacją tradycji wędrowania rodziny Macharskich do Łagiewnik, która sięgała czasu zakończenia wojny, o czym Władysław opowiadał synowi Piotrowi. Krakowskie seminarium, położone pod Wawelem, na Podzamczu, od kaplicy w Łagiewnikach dzieli ponad pięć kilometrów. Dobry piechur przejdzie tę trasę w godzinę, ale pielgrzymi chodzą wolniej i dłużej. Ksiądz Macharski jeździł lub chodził do Łagiewnik sam, dyskretnie i choć był rektorem seminarium, nie wprowadził „w oficjalny sposób nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego”. To wyznanie zdaje się bardzo dobrze charakteryzować księdza, rektora, a potem arcybiskupa Krakowa. Nigdy nie narzucał innym swojej duchowości, nie nawracał na siłę, co najwyżej proponował. Szanował wolność innych. Zawsze z klasą. Z lekkim dystansem, z humorem, z nieco ezopowym stylem wypowiadania się, który czynił z niego dość trudnego rozmówcę.

Od kiedy w 1979 roku został arcybiskupem Krakowa nie mógł już z racji obowiązków bywać u grobu siostry Faustyny tak często i regularnie jak wcześniej.

– Czasem zajeżdżaliśmy do kaplicy tylko na krótką modlitwę, bez odprawiania mszy świętej – przypomina sobie ksiądz Fryźlewicz. Pamięta też, że do czasu beatyfikacji siostry Faustyny kardynał rozdał dziesiątki, a może setki tysięcy obrazków Jezusa Miłosiernego z Koronką do Miłosierdzia Bożego na odwrocie.

Kardynał Macharski na wiele innych sposobów szerzył kult Bożego Miłosierdzia. (...)”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zgłoś post do moderacji